Rano czy wieczorem? Różnice w wydolności między porami istnieją, ale są na tyle małe, że dla zdrowia i sylwetki liczy się co innego. I tu mam jasne zdanie.
„Pora treningu nie ma znaczenia. Najważniejsze, żebyśmy się czuli dobrze i żeby nie kolidowała z obowiązkami — bo inaczej nie utrzymamy treningu w dłuższym czasie.”
Dokładnie tak. Możesz przeczytać, że wieczorem bijesz „życiówki", a rano lepiej budujesz nawyk — ale to wszystko drugorzędne, jeśli o danej porze i tak nie będziesz ćwiczyć regularnie. Najlepsza pora to ta, która pasuje do Twojego dnia i samopoczucia, bo tylko taką utrzymasz.
Siła, moc i skoczność bywają nieco wyższe po południu i wieczorem, gdy temperatura ciała jest wyższa [1]. Ale to różnice rzędu kilku procent — istotne dla sportowców walczących o wynik, nie dla osoby dbającej o zdrowie [2].
💡 Sedno: nie pytaj „kiedy najlepiej", tylko „kiedy realnie to zrobię". To jest najlepsza pora dla Ciebie.
Pora treningu ma mniejsze znaczenie niż to, ile śpisz — o tym jest osobny tekst: sen a trening.
Różnice są niewielkie i w skali doby zwykle bez znaczenia dla redukcji. Ważniejszy jest ogólny deficyt kaloryczny.
U części osób intensywny wysiłek tuż przed snem tak. Zostaw kilka godzin buforu albo rób wieczorem lżejsze formy.
Przetestuj 2 tygodnie rano i 2 wieczorem — zobacz, kiedy faktycznie się ruszasz. Ta pora wygrywa.
Nie czekaj na idealny moment — wylosuj trening i zrób go dziś.
Losuj wyzwanie →